czwartek, 3 sierpnia 2017

001

Karolina Rachwał po tym jak jej partner starszy aspirant Mikołaj Białach dziwnie zachowywał się na służbie, postanowiła za nim pojechać po pracy. Nie mówiła nikomu. Sama nie wiedziała czemu, ale chciała działać na własną rękę, bo tak naprawdę nie była pewna, czemu jej przyjaciel tak się zachowuje. Jeszcze niepotrzebnie zasiałaby panikę.
Policjantka wyszła przed komendę. Tam czekała na nią jej koleżanka Paulina, z którą zamieniła się na samochód i pojechała za Białachem. Dotarła do jakiegoś lasu. Auto zostawiła obok auta Mikołaja i dalej ruszyła na pieszo. Stanęła za drzewem tak, żeby wszystko widzieć, ale tak, żeby nie została zauważona. Obserowała wszystko. Gdy tylko zobaczyła Oliwiera Wolańskiego, psychologa, przez którego zginął jeden policjant- Mieszko Pawlak, wysłała SMS-a do komendant Renaty Jaskowskiej z prośbą o wsparcie. Szefowa jej od razu odpisała i kazała się nie ujawniać Karolinie. Kobieta stała bezradnie i patrzyła jak Wolański okłada Mikołaja. Chciała wkroczyć do akcji, ale tym razem strach wziął górę. Po pięciu minutach obok niej zjawił się Jacek Nowak i antyterroryści. Oni wkorczyli do akcji, a wtedy Rachwał ruszyła w stronę przyjaciela.
-Mikołaj, słyszysz mnie, Mikołaj!- zaczęła krzyczeć. On na chwilę otworzył oczy, ale zaraz potem je zamknął.
-Mikołaj!- krzyknęła Karolina i zaczęła płakać. Jacek ją odsunął, a ich kolegą zajęli się ratownicy.
-Karolina, uspokój się- powiedział opanowanym głosem- Pojedziemy za karetką. Gdzie masz klucze do swojego auta?
Karolina wyjęła je z kieszeni i podała koledze. Udali się do samochodu, którym na miejsce przyjechała Rachwał. Gdy tylko karetka ruszyła, ruszył i Jacek. Po piętnastu minutach byli już w szpitalu.
-Przepraszam, przywieźli tutaj przed chwilą Mikołaja Białacha. Gdzie możemy go znaleźć?- zapytał Jacek w rejestracji. Pielęgniarka chwilę pogrzebała w papierach i pokierowała ich pod salę operacyjną. Akurat wyszła z niej jakaś pielęgniarka. Ona jednak nic nie powiedziała, tylko pobiegła w nieznanym im kierunku. Karolina siadła na krześle i się rozpłakała.
-To wszystko moja wina- powiedziała załamana. Nowak siadł obok niej.
-Nie obwiniaj się. Tak naprawdę gdyby nie ty, to w ogóle Mikołaj nie miałby szans na przeżycie- zaczął ją pocieszać. Po chwili zjawili się Aleksandra Wysocka i Szymon Zieliński oraz córki Białacha.
-Co z Mikołajem?- zapytał Szymek.
-Operują go. Przed chwilą co go przywieźli. Nie możemy zbyt wiele oczekiwać, ale Mikołaj to twardziel. Wyjdzie z tego.

Kilka godzin później
Operacja Mikołaja wciąż trwała. Szymon i Ola wraz z Dominiką i Anią Białach opuścili szpital już jakiś czas temu. Karolina nie mogła usiedzieć na miejscu. Cały czas chodziła po korytarzu w tę i spowrotem. Była pierwsza w nocy. Jacek próbował ją namówić do tego, żeby pojechała do domu, ale ona była uparta. Mężczyzna nie zamierzał zostawić jej samej. Wiedział jak bardzo ta cała sytuacja wstrząnęła Karoliną.
-Usiądź Karola- powiedział Jacek. Kobieta postanowiła się posłuchać, bo ją zaczęły boleć nogi.
-Przecież on nie może umrzeć- kobieta schowała twarz w dłoniach.
-Mikołaj już z nie jednej opresji wyszedł.
-Ale ja mogłam zareagować jakoś tam wtedy.
-Nie obwiniaj się. Naprawdę. Gdyby nie ty, on nie miałby w ogóle szans na przeżycie. Będę ci to cały czas powtarzał.
-Masz rację- Karola położyła głowę na ramieniu Jacka. Była bardzo zmęczona. Jej powieki zaczęły po mału opadać. Prawie przysypiała. Jednak nie było dane jej się zdrzemnąć, bo drzwi od sali się otworzyły. Kilka pielęgniarek wywiozło Mikołaja na łóżku. Miał podpiętych wiele kabelków. Do tego był zaintubowany. Zaraz potem wyszedł lekarz.
-Najbliższe godziny będą decydujące. Zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy. Teraz trzeba czekać aż się wybudzi. Niestety nie jestem w stanie określić, kiedy to nastąpi.
-A można do niego wejść?- zapytała Karolina.
-Tak, ale tylko jedna osoba.
-To, idź, ja zadzwonię do Dominiki- odparł Jacek. Karolina poszła za lekarzem. Dotarli na OIOM. Karolina założyła fartuch na siebie i weszła do środka. Siadła na krzesełku, które stało przy łóżku. Złapała jego dłoń. Łzy same cisnęły jej się do oczu. Sprawił to widok Mikołaja, bladego, podłączonego do respiratora, kroplówek i innych urządzeń z opatrunkiem na głowie.
-Mikołaj, nie poddawaj się- powiedziała. Po pięciu minutach przyszedł lekarz i wyprosił Rachwał z sali. Jacek odwiózł ją do domu. Kobieta zasnęła w samochodzie.
Po dziesięciu minutach byli na miejscu. Nowak, nie chcąc jej budzić, zaniósł ją do jej mieszkania. Położył ją delikatnie w jej sypialni, a on po zamknięciu drzwi udał się na sofę w salonie. Zasnął po chwili.
Karolina obudziła się około godziny dziesiątej. Domyśliła się, że Jacek ją przywiózł. Wyszła z sypialni i udała się do kuchni, gdzie na stole czekało na nią śniadanie i kawa. Pomyślała, że Jacek pewnie nocował u niej. Uśmiechnęła się i wzięła się za jedzenie. Pięć minut później pojawił się Jacek.
-Cześć- przywitał się.
-Hej, dzięki za śniadanie.
-Spoko. Karolina, w ogóle mam pytanie do ciebie- zaczął bardzo nieśmiało Jacek.
-No słucham.
-Czy ty coś czujesz do Mikołaja?
-Słucham?!- Karolina zrobiła wielkie oczy i opluła się kawą przy okazji- No jasne, że nie. To, że się przejęłam losem Mikołaja, to nie znaczy, że coś do niego czuje. I wyprzedzam kolejne pytanie. Przejęłam się tym, bo to mój partner z patrolu, a jednocześnie przyjaciel. Nic poza tym. Okej?
-Okej, okej. Sorry, wygłupiłem się z tym pytaniem- odparł zawstydzony Jacek, że w ogóle tak pomyślał.
-Przez grzeczność nie zaprzeczę. W ogóle myślisz, że mam szanse na tydzień urlopu?- zapytała.
-Wątpię, że komendant da komukolwiek urlop teraz. Już Ala jest na urlopie no i Mikołaj w szpitalu. Ciekawe, czy Jaskowska Emilii Zapały nie będzie chciała ściągnąć z macierzyńskiego.
-No to słabo, bo ja nie wiem, czy dam radę pracować- westchnęła.
-Domyślam się. Sorry, ale muszę już spadać, bo moja siostra dzisiaj do mnie przyjeżdża i muszę ogarnąć mieszkanie.
-Spoko, jeszcze raz dzięki.
-Od tego są przyjaciele.
Jacek zebrał swoje rzeczy, pożegnał się z koleżanką i pojechał do siebie.
Karolina wzięła kąpiel, ogarnęła się i postanowiła pojechać do szpitala. Wcześniej jednak pojechała do Pauliny oddać jej samochód, a odebrać swój. Około czternastej dotarła na miejsce. Tam spotkała Olę z córkami Mikołaja. Ania i Dominika miały oczy czerwone od płaczu. Ola starała się je uspokoić, ale to na nic.
-Cześć Ola, jak Mikołaj?
-Bez zmian, ale lekarze powiedzieli, żeby być dobrej myśli.
-Jasne, mogę się założyć, że żaden z tych lekarzy nie był w takiej sytuacji- skomentowała starsza siostra.
-Wasz tata jest silny.
-Pani się niech nie odzywa. To wszystko przez panią- powiedziała przez zęby Dominika.
-Dominika, nie mów tak!- skarciła ją Ola.
-Chyba nie jestem tu mile widziana. Może lepiej pójdę.
-Przepraszam- Dominika wyciągnęła rękę do Rachwał -Po prostu strasznie się boję o ojca.
-Spoko, nic się nie stało- kobieta przytuliła osiemnastolatkę.

Jacek skończył sprzątać na przyjazd swojej siostry Gosi. Postanowił przygotować jej ulubione danie na obiad, czyli kurczaka pieczonego z ziemniakami i surówką. Akurat zdążył wstawić ziemniaki oraz kurczaka i usłyszał dzwonek. Wyszedł na korytarz i otworzył drzwi. Ujrzał swoją osiemnastoletnią siostrę. Ta się na niego rzuciła i rozpłakała.
-Mała, co się stało?- zapytał, odsuwając ją delikatnie od siebie. Zamknął drzwi, żeby sąsiedzi nie słuchali, a potem nie plotkowali.
-Sebastian...
-Co Sebastian? Co ten skurwysyn znowu wymyślił?- Jacek słysząc to imię wiedział, że nie wróży to nic innego.
-Mogę u ciebie przenocować?
-No wiadomo siostra, ale co się stało?
Dziewczyna nie mówiąc nic, podwinęła bluzkę. Na ciele miała mnóstwo śladów po pobiciu.
-On ci to zrobił?
-Tak, jak dowiedział się, że jestem z Erykiem. Musiałam uciec z Oławy. On mi groził, że mnie zabije- Gosia mocno przytuliła się do brata- Ja się go tak boję.
-A co z Erykiem?
-Wyjechał do swojej siostry. Nie chcieliśmy razem w jednym miejscu być.
-No i dobrze. A co do Sebastiana, czemu rodzicom nie powiedziałaś?- zapytał Jacek.
-Bałam się ich reakcji. Z resztą znasz ich. I tak by palcem nie kiwnęli.
-Trzeba było iść na policję.
-No właśnie przyszłam- powiedziała, patrząc bratu w oczy. Mógł on w nich odczytać błaganie o pomoc.
-Ale jak ja mam ci pomóc?
-No właśnie nie wiem. Teraz są matury u nas w szkole i ten tydzień mamy wolny, ale ja nie wiem, co potem jak wrócę do szkoły- odparła. Jacek ruszył w stronę kuchni, bo usłyszał, że woda się wylewa z garnka. Gosia ruszyła za nim. Mężczyzna zmniejszył gaz pod ziemniakami i usiedli przy stole.
-Powiem ci, że trochę mało czasu na wymyślenie dobrego planu. Na pewno muszę zabrać cię na obdukcję i nie ma żadnej dyskusji. W poniedziałek po pracy cię zabiorę. Dzisiaj nie będę cię męczył, a potem pomyślimy. Ok?- zaproponował Jacek. Gosia tylko kiwnęła twierdząco głową.
-Tylko obiecaj, że to kobieta będzie- zastrzegła sobie.
-Pogadam ze znajomą i zobaczę, co się da zrobić.
Gdy obiad był gotowy, rodzeństwo go zjadło. Razem ustalili, że potem pójdą na spacer nad Odrę.

Karolina zmęczona wróciła ze szpitala. Stan jej przyjaciela wciąż był ciężki, ale stabilny. Bała się bardzo o niego. Kobieta nie wiedziała, co ma ze sobą zrobić. W końcu położyła się na łóżku z telefonem i włączyła sobie muzykę. Zasnęła po pięciu minutach.

Jacek ze swoją siostrą do domu wrócili około północy. Od razu poszli spać, gdyż Jacek miał niestety służbę w sobotę.

2 komentarze:

  1. Opowiadanie super (ale to już wiesz)
    Ahh ten Jacek, zawsze powie coś nie odpowiedniego.
    Czekam z niecierpliwością na dalszą część. Jestem ciekawa jaka jest twoja wizja.
    Oczywiście czekam też na opowiadania na pozostałych blogach :-)
    Pozdrawiam serdecznie i życzę udanych wakacji.
    Aniołeczek ❤❤

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń